Pages Menu
Categories Menu
Ozempic przestaje być tylko lekiem na cukrzycę

Ozempic przestaje być tylko lekiem na cukrzycę

prof. Leszek Czupryniak

Analogi GLP-1 i GIP/GLP-1 zrewolucjonizowały leczenie cukrzycy i otyłości, ale ich działanie i znaczenie wykracza daleko poza redukcję masy ciała. Coraz więcej badań pokazuje, że mogą zmniejszać ryzyko zawałów serca, udarów mózgu i niewydolności nerek. – To leki, które powinny być stosowane znacznie wcześniej, jeszcze przed pojawieniem się pełnoobjawowej cukrzycy – mówi prof. Leszek Czupryniak, diabetolog

Ozempic jest stosowany w leczeniu cukrzycy typu 2, a Wegovy – w leczeniu otyłości. Wiemy jednak, że semaglutyd wykazuje również korzyści w prewencji powikłań sercowo-naczyniowych i przewlekłej choroby nerek, a także w zmniejszaniu ryzyka udaru. Jak bardzo zmieniło się podejście do semaglutydu?

Zmieniło się bardzo. Początkowo semaglutyd rzeczywiście był traktowany przede wszystkim jako skuteczny lek przeciwcukrzycowy. Kiedy Ozempic pojawił się w Polsce w 2020 roku, od razu został objęty refundacją w cukrzycy typu 2. Zadecydowały o tym dwa elementy. Po pierwsze – bardzo wysoka skuteczność w obniżaniu glikemii; semaglutyd działa z siłą porównywalną do insuliny, ale bez ryzyka niedocukrzeń i bez przyrostu masy ciała. Wręcz przeciwnie: pacjenci dzięki niemu chudną. A po drugie – już wtedy pojawiły się bardzo mocne dane wskazujące na redukcję ryzyka sercowo-naczyniowego. Potem pojawiły się badania dotyczące leczenia otyłości. I to był kolejny przełom.

Badania STEP wykazały, że semaglutyd stosowany w wyższych dawkach powoduje bardzo dużą redukcję masy ciała u osób z otyłością, również bez cukrzycy. W efekcie zarejestrowano wskazanie do leczenia otyłości preparatem Wegovy w dawce 2,4 mg raz w tygodniu. Od tego roku Europejska Agencja Leków dopuściła także jeszcze wyższą dawkę – 7,2 mg. To pokazuje, w jakim kierunku rozwija się leczenie.

W praktyce klinicznej rzeczywiście potrzebne są wyższe dawki?

U części pacjentów tak. Coraz częściej widzimy, że osoby stosujące semaglutyd przez kilka lat wymagają zwiększenia dawki, aby utrzymać skuteczność terapii. To naturalne zjawisko. Najważniejsze jest jednak coś innego: w leczeniu powinniśmy dążyć do maksymalnej dawki, która jest jednocześnie skuteczna i dobrze tolerowana. Tymczasem jednym z częstych błędów jest pozostawanie na dawkach początkowych. Zaczynamy leczenie od bardzo małych dawek, ponieważ głównym działaniem niepożądanym są nudności i dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Z tego powodu dawki zwiększa się stopniowo. Problem polega na tym, że część pacjentów i lekarzy nie decyduje się później na dalszą eskalację terapii – czasem z powodów finansowych. A lek powinien być stosowany w dawce maksymalnie skutecznej i tolerowanej.

Semaglutyd coraz częściej postrzegany jest jako lek zmniejszający ryzyko zawałów i udarów.

I słusznie. Początkowo leki z tej grupy były kierowane głównie do pacjentów z wieloletnią, zaawansowaną cukrzycą oraz wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. Tak samo było kiedyś z flozynami. Jednak kolejne badania zmieniły nasze myślenie. Dziś wiemy, że semaglutyd może działać jeszcze lepiej wtedy, gdy zastosujemy go wcześniej – zanim dojdzie do rozwoju pełnoobjawowej cukrzycy i ciężkich powikłań naczyniowych. W badaniu SELECT, w którym brały udział osoby z otyłością, ale bez cukrzycy, około połowa pacjentów miała stan przedcukrzycowy. Osoby leczone semaglutydem redukowały masę ciała i bardzo często wracały do prawidłowych wartości glikemii, co pokazało ogromny potencjał tych leków w prewencji cukrzycy typu 2.

Mówimy więc nie tylko o leczeniu, ale także o zapobieganiu chorobie.

Dokładnie – to zupełnie inne spojrzenie. Nie mówimy już wyłącznie o pacjentach po zawale, po udarze, z wieloletnią cukrzycą i zaawansowanymi powikłaniami. Oczywiście oni także odnoszą korzyści z terapii, jednak być może jeszcze większe korzyści osiągną pacjenci zdrowsi, u których dzięki leczeniu uda się zapobiec rozwojowi cukrzycy, zawału serca czy udaru mózgu.

W ostatnich latach szczególnie dużo mówi się o wielochorobowości związanej z otyłością, która może powodować ponad 200 powikłań.

Bo otyłość jest punktem wyjścia dla ogromnej liczby problemów zdrowotnych – zwiększa ryzyko cukrzycy typu 2, nadciśnienia tętniczego, miażdżycy, zawałów serca, udarów mózgu, niewydolności serca, przewlekłej choroby nerek, choroby układu ruchu, depresji czy obturacyjnego bezdechu sennego. Lecząc więc otyłość, wpływamy jednocześnie na wiele elementów zdrowia, przede wszystkim ryzyka metabolicznego i sercowo-naczyniowego. Dlatego analogi GLP-1 są dziś postrzegane znacznie szerzej niż tylko jako „leki na cukrzycę” albo „na odchudzanie”. To preparaty zmieniające przebieg szeregu chorób.

Wspomniał pan o flozynach. Czy podobnie jak w ich przypadku powinno dojść do dalszego poszerzania wskazań refundacyjnych dla semaglutydu?

Tak, zdecydowanie. Historia flozyn wyglądała bardzo podobnie. Początkowo były traktowane jako leki dla pacjentów z zaawansowaną cukrzycą i dużym ryzykiem sercowo-naczyniowym. Z czasem kolejne badania pokazały, że warto stosować je wcześniej, m.in. dlatego uproszczono zasady refundacji.

W przypadku semaglutydu przesłanki merytoryczne są bardzo podobne, a nawet mocniejsze. To leki, które powinny być stosowane wcześniej – jeszcze przed rozwojem cukrzycy, właśnie u pacjentów z otyłością. Problemem pozostaje cena. Gdyby te preparaty były tańsze, zapewne szybciej rozszerzano by dostęp do terapii. A jeśli dzięki skutecznemu leczeniu otyłości zmniejszymy liczbę zawałów, udarów, niewydolności serca czy przypadków cukrzycy, to w perspektywie dekady system ochrony zdrowia wyda mniej pieniędzy na leczenie powikłań. Problem polega na tym, że efekty profilaktyki i prewencji widać dopiero po latach.

Pojawiają się też dane dotyczące nefroprotekcyjnego działania semaglutydu.

To kolejny bardzo ważny argument za wcześniejszym stosowaniem tych leków. Dziś mówimy już nie o działaniu kardioprotekcyjnym, ale kardionefroprotekcyjnym, ponieważ semaglutyd wpływa korzystnie na układ sercowo-naczyniowy oraz na nerki, co jeszcze bardziej wzmacnia sens wczesnej interwencji terapeutycznej.

To dlaczego w przestrzeni publicznej Ozempic nadal bywa przedstawiany głównie jako lek „na szybkie schudnięcie”?

Bo to jest najbardziej widoczne i odpowiada na społeczne zapotrzebowanie zrealizowania marzeń o szczupłej sylwetce. Jest to jednak duże uproszczenie. Ten lek wykazuje dużo więcej korzyści. Sięgamy po niego w leczeniu przewlekłych chorób
metabolicznych, czyli otyłości i cukrzycy oraz ich powikłań. Redukcja masy ciała jest niezwykle ważna, ale najważniejsze są konsekwencje zdrowotne: mniejsze ryzyko cukrzycy, zawałów, udarów czy niewydolności nerek. I właśnie w tym kierunku rozwija się współczesna diabetologia oraz obesitologia.

Prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak – kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Głównego ds. współpracy międzynarodowej Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego

Artykuł Ozempic przestaje być tylko lekiem na cukrzycę pochodzi z serwisu Świat Lekarza.

Analogi GLP-1 i GIP/GLP-1 zrewolucjonizowały leczenie cukrzycy i otyłości, ale ich działanie i znaczenie wykracza daleko poza redukcję masy ciała. Coraz więcej badań pokazuje, że mogą zmniejszać ryzyko zawałów serca, udarów mózgu i niewydolności nerek. – To leki, które powinny być stosowane znacznie wcześniej, jeszcze przed pojawieniem się pełnoobjawowej cukrzycy – mówi prof. Leszek Czupryniak,
Artykuł Ozempic przestaje być tylko lekiem na cukrzycę pochodzi z serwisu Świat Lekarza. 

Rate this post